Mazurskie obrzędy i obyczaje w okresie Bożego Narodzenia

Zima była okresem, w którym najczęściej odbywały się różne obrzędy czy zwyczaje.

Aby poznać kulturę tego regionu warto poznać w większości już zapomniane stare mazurskie zwyczaje.

Zaczynało się od ADWENTU, kiedy to chodzono po wsiach w przebraniu za zwierzęta np. kozy, niedźwiedzie Wieszano również specjalne wieńce i choiny adwentowe ozdobione wstążkami i świecami.


DWUNASTKI

czyli świeczki lub święte wieczory – 12 dni i nocy między Bożym Narodzeniem, a świętem Trzech Króli – to okres wróżb pogodowych na dwanaście miesięcy nowego roku. W tym czasie było jeszcze mnóstwo innych przesądów m.in.: kobiety nie przędły wełny, aby wilk nie zagryzł owiec, nie jedzono grochu, aby był urodzaj.


GODNE ŚWIĘTA

nie obchodzono na Mazurach wigilii i do 1945 roku nie znano zwyczaju łamania się opłatkiem wigilijnym.

W przeddzień świąt pojawiały się zespoły obrzędowe „Slug z Szemlem” - były to grupy mężczyzn czy młodych chłopców ubranych na biało z drewnianym koniem, coś w rodzaju "świętych Mikołajów", bo Szemel rozdawał dzieciakom słodycze i podarunki. Choinki – tzw. jegliki zaczęto stawiać dopiero około 1910 r., wcześniej stawiano starosłowiański snop zboża, lub wieszano u powały sosnową gałąź.


NOWOLATKI

to magiczne ciasteczka z pytlowej mąki i wody (oba składniki musiały być wcześniej poświęcone w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia). Z ciasta wylepiano zwierzęta hodowane w gospodarstwie, kłosy zboża, drzewa, ptactwo i postaci (najważniejszymi figurkami byli Trzej Królowie wyobrażeni zazwyczaj jako trzy paluszki z ciasta zagniecione na krzyż), którym przypisywano właściwości magiczne służyły do wróżenia miały przynosić ludziom pomyślność. 
 


Przygotowywano je w Sylwestra,
 suszono na rozgrzanej kuchennej blasze. Część zjadano, aby zapewnić sobie powodzenie w nadchodzącym roku, a część chowano, by podawać jako lek chorym zwierzętom. Wkładano również pod słomę zabezpieczającą drzewa na zimę mówiąc|: „ja ci daje nowelatko, a ty daj mi owoc za to”, również wkładano je do uli mówiąc „ja ci daje nowe latko, a wy mi miodu za to” - nowe lato oznacza Nowy Rok.

noc Sylwestrową gotowano również potrawę z żytniej maki zwaną breią i jedzono ją z jednej miski. Potem gospodarz wychodził przed dom i wołał: już po brei! Tak oznajmiano nadejście Nowego Roku.

ostatni dzień roku urządzano „psotowanie”, zatykano kominy, malowano szyby itp.

W Nowy Rok pojawiały się we wsi "ROGALE", była to grupa mężczyzn przebranych za zwierzęta, maszkary, raczej pogańskie jeszcze, magiczne pozostałości dawnych wierzeń, związanych z uprawą roli, dożynkami.

 


Po Nowym Roku 
chodziły zespoły przebierańców, zwanych „Napierkami”, „Klonami”, „Szymonami” w maskach kóz, baranów, niedźwiedzi. Wierzono w czarownice, które mogły np. odebrać krowom mleko, rzucać uroki, w związku z tym przestrzegano szereg zakazów i nakazów, by się przed nimi ustrzec.


ZAPUSTY 

ostatnie trzy dni karnawału obchodzili hucznie wszyscy członkowie wiejskiej społeczności. Wróżono, która panna wyjdzie za mąż, np.: dziewczęta zarzucały wianek z choiny na gałąź przybitą nad drzwiami. Jeśli wianek zawisł na gałęzi za pierwszym razem, oznaczało to zamążpójście w nadchodzącym roku i jak w całym kraju hucznie się bawiono. Przygotowywano najlepsze i najsmaczniejsze potrawy: m.in.: pączki, plińce, - po nich następował post i głodny przednówek.

niedzielę tańczono, a w poniedziałek po wsi chodził „niedźwiedź” i tańczył pod chałupą, aż dostał jakiś podarunek. Za zebrane dary organizowano zabawę zapustną z „przesadzaniem i skokami na len”.

W obrzędach dominującą rolę odgrywały kobiety. To one organizowały zabawy i wykonywały tańce z wysokimi podskokami o magicznym znaczeniu: w niedzielę - aby dobrze rosło zboże,w poniedziałek aby dobrze rosły kartofle, w ostatni wtorek, aby len dobrze rósł. Popularne były również orszaki przebierańców, często mężczyźni przebierali się za kobiety, a kobiety wkładały męskie stroje. Straszono także, zakładając maski z dyni lub buraka, były postacie zwierząt (niedźwiedź, koza, bocian).

Tradycja ta na Mazurach, (przeżytek z czasów pogańskich) była bardzo żywa jeszcze do niedawna wśród ludności autochtonicznej. Była to tzw. „magia wegetatywna”, czyli działania zmierzające do wymuszenia na przyrodzie obfitych plonów w nadchodzącym roku. We wtorek były tańce z obręczą zarzucaną na dziewczęta, chłopak pomagał jej wyskoczyć z koła, a ona biegła do muzykantów by zapłacić im okup. Wierzono, iż im huczniej się bawiono, tym lepszy był zbiór był latem. O północy milkły wszelkie zabawy i zaczynał się popielnik na Mazurach, a na Warmii sucha środa.


kategoria: Mazurskie obrzędy i zwyczaje     0 komentarze

Dodaj komentarz